Dziś mamy zabawną pointę w dyskusji na temat praw autorskich. Jak wiadomo, Izba Wydawców Prasy jest za większą kontrolą przestrzegania praw autorskich w internecie.

Mówił o tym m.in.  p. Wiesław Podkański podczas programu Janke i Kozak. Otóż członek IWP - Presspublica  w ostanim wydaniu Rzeczpospilitej (także w interenecie) zamieściła prawie w całości tekst Marka Minakowskiego z tek24.pl "Nie jadę do premiera, odpowiadam na piśmie"  

Gydby zinterpretować to zdarzenie  według narracji IWP na pewno doszło do naruszenia praw autorskich. Mało tego - z tego co pisze wydawca w okienku pop-up przykrywajacym artykuł, dostęp do artykułu jest w części płatny (jeśli Czytelnik/Użytkownik wykorzystał darmowy dostęp do  puli tekstów).  Sytuacja jest zabawna, bo wygląda to tak, że na treściach, do których nie ma praw, Pressbpublica zarabia pobierając opłaty. Wszystkie Chomiki turlają się ze śmiechu.

Marek napisał ważny tekst. Jasno i logicznie tłumaczy, dlaczego debata w Kancelarii była bez sensu. Podpowiada, jak taka debata powinna się toczyć w świecie, w którym jest internet, a obywatel ma prawo brać udział w dyskusji. I to nie dlatego, że go premier zaprosił lub nie. Ten tekst jest wart nagłośnienia. Za dwa tygodnie będzie gdzieś w odmętach Google'a. Nikt do niego nie zajrzy. Nie przypuszczam, by na jego dystrybucji Marek i jego rodzina mogli zarabiać przez najbliższe kilkadziesiąt lat (do czego daje im prawo ustawa Prawo Autorskie).

Zatem dobrze się stało, że ten tekst został opublikowany i nagłośniony przez Rzeczpospolitą, która zebrała ciekawe głosy w tej sprawie i opublikowała. To, że bierze za to pieniądze od uzytkowników - moim zdaniem nie ma znaczenia. Ważne jest to, że tekst opublikowany na tek24.pl dotarł do szerszej publiczności dzięki Presspublice. Dziękujemy.